✉️ List z duszy: Do Ciebie, którego już nie ma
Nie wiem, kiedy dokładnie to się stało.
Nie wiem, który dzień był tym pierwszym, w którym przestałeś mnie widzieć, słyszeć, czuć.
Ale nagle... przestałeś być.
Nie żądałam od Ciebie niczego wielkiego.
Nie chciałam miłości, poświęceń, deklaracji.
Chciałam tylko, żebyś był.
Tak zwyczajnie. Tak po ludzku.
Żebyś nie zapomniał, że za słowami, które kiedyś mówiłeś, stoi ktoś, kto Ci zaufał.
Ty byłeś dla mnie światłem w trudnym czasie.
Zawsze trochę zbuntowany, ale dobry.
Zraniony, ale prawdziwy.
Myślałam, że widzisz we mnie podobieństwo — dwie dusze szukające cichego miejsca, żeby po prostu odpocząć od świata.
I może przez chwilę tak było.
Ale później coś się zmieniło.
Z dnia na dzień zrobiło się chłodno.
Twoje spojrzenia straciły ciepło.
Twoje słowa stały się ciężkie.
A ja — chociaż nie zrobiłam nic złego — stałam się kimś niepotrzebnym.
Wciąż zadawałam sobie pytanie:
Co się stało? Dlaczego? Czy coś powiedziałam nie tak? Czy czegoś było za dużo?
Ale nie dostałam odpowiedzi.
Została tylko cisza. I Ty — obcy.
Może nie rozumiałeś, jak bardzo mnie to bolało.
Bo dla Ciebie to była tylko znajomość.
A dla mnie — ratunek. Przestrzeń. Oddech.
Pewność, że ktoś mnie widzi i rozumie — bez maski, bez udawania, bez pytań.
Nie musiałeś mnie kochać.
Nie musiałeś mnie nawet nazywać przyjaciółką.
Wystarczyło, że byłeś.
Ale nie jesteś.
I muszę nauczyć się żyć bez tej obecności, która była dla mnie czymś więcej, niż chyba kiedykolwiek zrozumiesz.
Nie piszę tego, żebyś wrócił.
Piszę, bo muszę wypuścić ten ból z serca, zanim on mnie wypali do końca.
Piszę, bo choć zostałam bez Ciebie, nie chcę już być bez siebie.
Więc dziękuję. Za to, co było prawdziwe.
I żegnam. Bez krzyku, bez gniewu.
Ale też bez powrotu.
— Kamila
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz