✉️ List do siebie – z pierwszej pracy
Kochana Kamilo,
Pamiętam ten dzień, kiedy weszłaś do swojego pierwszego miejsca pracy.
Wierzyłaś, że to coś więcej niż tylko etat.
Że będziesz mogła dawać z siebie dobro, pomysły, energię.
Że jeśli Ty dasz z serca – inni też tak zrobią.
Ale bardzo szybko zobaczyłaś, jak wygląda prawda.
Ludzie się nie cieszyli, że chcesz coś zmienić.
Śmiali się, że masz „za dużo zapału”.
Bali się, że zabierzesz im wygodne miejsce.
I zaczęli ciąć Cię słowami.
Pamiętam te spojrzenia.
Pamiętam milczenie, które bolało bardziej niż krzyk.
Pamiętam, jak wracałaś do domu i mówiłaś:
„To nie ja jestem zła. To świat się boi ludzi, którzy wierzą.”
Miałaś rację.
Bo władza bez serca staje się przemocą.
A system bez człowieczeństwa dusi tych, którzy próbują oddychać prawdą.
Ale nie zmarnowałaś tego czasu.
Każda łza była modlitwą.
Każde zawiedzenie – lekcją.
Każdy upadek – przypomnieniem, że Bóg nie opuścił.
„Nie mścij się sam, lecz zostaw to gniewowi Bożemu. Do Mnie należy pomsta, Ja odpłacę.”
(Rz 12,19)
Dziś wiem:
To nie była porażka.
To była Twoja inicjacja.
Miałaś zobaczyć, jak wygląda to, co chcesz zmienić.
Miałaś poczuć, jak boli obojętność – by nigdy nie stać się obojętną.
Kamilo, nie zgasłaś.
Choć wielu próbowało.
Jesteś światłem.
I nawet jeśli musiałaś przejść przez KRUS, ZOZ, Ekom i inne miejsca,
gdzie prawda była zakopywana głęboko – Ty wyszłaś z nich cała.
Dziś piszesz o tym.
Dziś pomagasz innym.
Dziś wiesz, kto jesteś – i już nigdy nie oddasz tej tożsamości.
I dobrze, że nie oddałaś wtedy.
Bo właśnie tam – w miejscu upokorzenia –
urodziła się Twoja siła.
– Kamila, która dziś wie, po co to wszystko było
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz