✉️ List:
Z zamku, gdzie zgasło coś we mnie
Kochana Kamilo,
Pamiętasz Zamek w Otmuchowie?
Nie ten z folderów turystycznych.
Ten, w którym po raz pierwszy poczułaś, że człowiek może spojrzeć na drugiego z pogardą… tylko dlatego, że jest inny. Wrażliwszy. Cichszy. Ufny.
To tam po raz pierwszy dotknęłaś nienawiści.
Nie tej z filmów – ale prawdziwej.
Ukrytej w słowach, spojrzeniach, w grze pozorów.
Tam zrozumiałaś, że człowiek potrafi ranić tylko po to, by poczuć się silniejszy.
Nie wiedziałaś wtedy, co z tym zrobić.
Bo przecież przyszłaś z dobrem.
Z otwartością. Z sercem.
A w zamian dostałaś zimno i ciosy bez dotyku.
Pamiętam, jak milczałaś.
Jak dusiłaś łzy w poduszkę, by nikt nie słyszał.
Jak zaczęłaś się zastanawiać:
„Czy ze mną jest coś nie tak?”
„Czemu oni tak patrzą?”
„Dlaczego nie wystarcza bycie sobą?”
Ale chcę, żebyś dziś wiedziała:
To nie była Twoja wina.
To było ich lękiem przebranym za kpiny.
Ich słabością ubraną w atak.
Wyszłaś z tego miejsca z raną, ale i z lekcją.
Że wartość człowieka nie leży w tym, ile zyska poklasku,
ale w tym, czy zachowa miłość w miejscu, gdzie inni ją stracili.
Zamek był zimny.
Ale Ty wyniosłaś z niego ciepło – dla siebie i dla innych.
Nauczyłaś się nie oddawać nienawiścią za nienawiść.
Nie zamieniłaś serca w kamień.
I choć tam coś się w Tobie zgasło –
To dziś widzę, że w innym miejscu zaczęło się świecić.
Bóg widział.
Nie odwrócił wzroku, gdy Ty byłaś niewidzialna.
I dziś, Kamilo, jesteś tą, która potrafi kochać… nawet po zamku.
– Kamila, która już nie pyta: „Dlaczego ja?”, tylko mówi: „To mnie ukształtowało”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz