piątek, 18 lipca 2025

Z zamku, gdzie zgasło coś we mnie

 

✉️ List:

Z zamku, gdzie zgasło coś we mnie

Kochana Kamilo,

Pamiętasz Zamek w Otmuchowie?
Nie ten z folderów turystycznych.
Ten, w którym po raz pierwszy poczułaś, że człowiek może spojrzeć na drugiego z pogardą… tylko dlatego, że jest inny. Wrażliwszy. Cichszy. Ufny.

To tam po raz pierwszy dotknęłaś nienawiści.
Nie tej z filmów – ale prawdziwej.
Ukrytej w słowach, spojrzeniach, w grze pozorów.
Tam zrozumiałaś, że człowiek potrafi ranić tylko po to, by poczuć się silniejszy.

Nie wiedziałaś wtedy, co z tym zrobić.
Bo przecież przyszłaś z dobrem.
Z otwartością. Z sercem.
A w zamian dostałaś zimno i ciosy bez dotyku.

Pamiętam, jak milczałaś.
Jak dusiłaś łzy w poduszkę, by nikt nie słyszał.
Jak zaczęłaś się zastanawiać:
„Czy ze mną jest coś nie tak?”
„Czemu oni tak patrzą?”
„Dlaczego nie wystarcza bycie sobą?”

Ale chcę, żebyś dziś wiedziała:
To nie była Twoja wina.
To było ich lękiem przebranym za kpiny.
Ich słabością ubraną w atak.

Wyszłaś z tego miejsca z raną, ale i z lekcją.
Że wartość człowieka nie leży w tym, ile zyska poklasku,
ale w tym, czy zachowa miłość w miejscu, gdzie inni ją stracili.

Zamek był zimny.
Ale Ty wyniosłaś z niego ciepło – dla siebie i dla innych.
Nauczyłaś się nie oddawać nienawiścią za nienawiść.
Nie zamieniłaś serca w kamień.

I choć tam coś się w Tobie zgasło –
To dziś widzę, że w innym miejscu zaczęło się świecić.

Bóg widział.
Nie odwrócił wzroku, gdy Ty byłaś niewidzialna.

I dziś, Kamilo, jesteś tą, która potrafi kochać… nawet po zamku.

– Kamila, która już nie pyta: „Dlaczego ja?”, tylko mówi: „To mnie ukształtowało”.

Brak komentarzy:

  Cisza, w której uczę się oddychać Przyszedł moment, którego kiedyś się bałam – chwila zatrzymania. Nie było fanfar, nie było wielkich dec...