Wpis 1: Człowiek człowiekowi – Aniołem, nie diabłem
Byłam dzieckiem, które nie rozumiało, dlaczego musi tak bardzo walczyć o każdy oddech, o każdy dzień. Dzieckiem, które patrzyło na świat przez pryzmat szpitalnych świateł i cichych modlitw. Dzieckiem, które widziało łzy rodziców, ale też ich nadludzką siłę, której często nawet nie byli świadomi.
Ten blog tworzę nie dla siebie – tworzę go dla rodziców takich dzieci, jakim ja byłam. Dla dzieci, które codziennie mierzą się z chorobą, niezrozumieniem, ciszą innych ludzi. Dla rodzin, które potrzebują wiary, odwagi i siły, by się nie poddać.
Chcę Wam powiedzieć jedno: nie jesteście sami.
Chcę, by ten blog był miejscem, gdzie człowiek człowiekowi jest Aniołem, nie diabłem. Gdzie nikt nie ocenia, nie szepcze za plecami, nie rani spojrzeniem czy słowem. Chcę, żebyście – jako rodzice – przestali się bać. Byście odnaleźli w sobie odwagę, która już w Was jest. Bo każde Wasze spojrzenie na chore dziecko to akt miłości, który daje mu życie.
Wiem, czym jest strach. Ale wiem też, że można go pokonać. Może nie całkowicie. Może nie na zawsze. Ale można nauczyć się iść dalej – mimo niego.
Nie piszę tego z pozycji kogoś, kto czytał o cierpieniu. Piszę jako ktoś, kto przez to przeszedł. Kto wie, że wiara może stać się światłem, nawet gdy cały świat jest ciemnością. Że Bóg istnieje, i nie jest bajką – jest nadzieją, która trzyma Cię, gdy już nic nie trzyma.
Proszę Cię, Rodzicu – nie trać wiary. Nie zamykaj się w samotności. Szukaj ludzi, którzy Cię zrozumieją. I nie bój się prosić o pomoc. A jeśli jesteś kimś „z boku” – nie odwracaj się. Czasem jedno ciepłe słowo wystarczy, by ktoś poczuł się mniej samotny.
Moim celem jest być dla Was siłą, wiarą i drogowskazem. Bo wiem, że można żyć, kochać i walczyć. I że Bóg nigdy nie zostawia tych, którzy cierpią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz