środa, 2 lipca 2025

LIST 2: Do tych, którzy szukają światła w ciemnym tunelu

 LIST 2: Do tych, którzy szukają światła w ciemnym tunelu


Kochani,


Pamiętam taki dzień… Leżałam w szpitalnym łóżku, a za oknem niebo było szare – takie, jakby zapomniało, jak to jest być niebieskim. Kroplówka rytmicznie kapała, jakby odmierzała czas mojego dzieciństwa. A ja? Byłam cicha, zbyt cicha jak na dziecko. W środku krzyczałam, ale na zewnątrz milczałam.


To wtedy po raz pierwszy ktoś położył dłoń na moim ramieniu – ciepłą, spokojną. Jedna z pielęgniarek. Miała dobre oczy. Nie mówiła zbyt wiele, ale jej obecność była jak miękki koc, który przykrywa zmarzniętą duszę. To był moment, kiedy zrozumiałam, że nie każda rana krwawi. I że czasem wystarczy jedno dobre spojrzenie, by poczuć się mniej samotną.


Zaczęłam się wtedy modlić. Po cichu. Po swojemu. Nie znałam wtedy wielu modlitw, ale mówiłam do Boga jak do przyjaciela: „Boże, niech mnie dziś nic nie boli. Niech mama się nie martwi. Daj mi siłę na jeszcze jeden dzień.” I wiesz co? Dawał.


W tamtym czasie nie miałam pewności, że będzie lepiej. Ale miałam przeczucie, że Bóg mnie słyszy. Że choć leżę wśród kabli i dźwięków monitorów, to nie jestem sama. A potem wydarzył się cud. Wyniki się poprawiły. Biopsji nie trzeba było robić. Lekarz spojrzał na mnie z niedowierzaniem. A ja? Wiedziałam, komu dziękować.


Dlatego piszę dziś do Ciebie – jeśli jesteś w miejscu, gdzie wszystko wydaje się zgaszone, proszę Cię: nie przestawaj szukać światła. Czasem ono przychodzi w formie słów, czasem w czyjejś obecności, a czasem... w ciszy i modlitwie. Zawsze jednak przychodzi.


Jesteś silniejszy, niż Ci się wydaje. A Twoja historia jeszcze się nie skończyła.


Z wiarą,

Kamila

Brak komentarzy:

  Cisza, w której uczę się oddychać Przyszedł moment, którego kiedyś się bałam – chwila zatrzymania. Nie było fanfar, nie było wielkich dec...