poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Wspomnienia ze szpitala we Wrocławiu — hałas, cisza i życie

 Wspomnienia ze szpitala we Wrocławiu — hałas, cisza i życie


Szpital we Wrocławiu był miejscem pełnym sprzeczności, które na zawsze zapadły mi w pamięć.

Pamiętam te chwile jakby to było wczoraj:

Hałas bawiących się dzieci — śmiech, radość, gwar na korytarzu. To były momenty, kiedy czułam, że jest nadzieja, że życie toczy się dalej.

Cisza, która zapadała później — wtedy w powietrzu czuło się coś ciężkiego, coś złowrogiego, coś, co zwiastowało odejścia.

Łzy rodziców — widziałam ich płacz, ich bezsilność, serca pękające z bólu.

Wywożone małe ciałka — tak małe, tak kruche, które nie zdążyły przeżyć tego, co życie miało dla nich przygotowane.

Radość na szpitalnych korytarzach — mimo wszystko, czasem bawiliśmy się tam, jakby chcieli zapomnieć o smutku, choć na chwilę.

Wtedy, gdy zapadała cisza, czułam ogromny strach i samotność — tak potężną, że trudno ją opisać słowami. Chciałam, żeby bliscy byli przy mnie, ale nie mogli być.

A gdy nadchodziła radość, był to czas szczęścia i wiary w lepsze jutro.

Jako dzieciaki dodawaliśmy sobie nawzajem siłę, wiarę i troskę — jeden o drugiego.

Ta mieszanka emocji – hałas i cisza, radość i smutek – nauczyła mnie wielu rzeczy:

Że życie jest kruche, ale piękne.

Że w najtrudniejszych momentach trzeba szukać światła.

Że dziecięcy śmiech może być lekarstwem dla serca.

Modlitwa, która daje siłę

Panie,

W Twoich rękach składam mój strach i ból.

Daj mi odwagę, by nie bać się samotności,

Siłę, by nieść wsparcie tym, którzy tego potrzebują,

I wiarę, że nawet w najciemniejszych chwilach

Twoja miłość jest światłem prowadzącym mnie dalej.

Obdarz wszystkich rodziców i dzieci pokojem serca,

Niech nie tracą nadziei, nawet gdy życie stawia trudne wyzwania.

Niech czują Twoją obecność jako źródło mocy i ukojenia.

Amen.

Osobista refleksja

Patrząc dziś wstecz na te dni spędzone we Wrocławskim szpitalu, widzę więcej niż tylko ból i cierpienie. Widzę odwagę dzieci, które walczyły każdego dnia, i siłę rodziców, którzy nie poddawali się nawet wtedy, gdy serce krwawiło.

Nauczyłam się, że prawdziwa siła nie polega na tym, by nie czuć strachu, ale na tym, by mimo niego iść dalej, podać rękę innym i razem przetrwać burzę.

Wiem, że nie da się zawsze pokonać wszystkich trudności, ale można pokonać strach przed nimi. Wierzę, że każdy z nas może być światłem dla kogoś, kto teraz jest w ciemności..


Brak komentarzy:

  Cisza, w której uczę się oddychać Przyszedł moment, którego kiedyś się bałam – chwila zatrzymania. Nie było fanfar, nie było wielkich dec...