LIST 4: Do tych, którzy wierzą, że dobro zawsze wraca
Kochani,
Kiedy wchodziłam w dorosłość, niosłam w sobie wielkie marzenia. Po wszystkim, co przeszłam jako dziecko – wierzyłam, że skoro przetrwałam ból fizyczny, to poradzę sobie z dorosłym światem. Myliłam się.
Bo nie byłam gotowa na inny rodzaj bólu – ten zadawany przez ludzi z zimną krwią. W pracy, w polityce, w codziennych relacjach – spotykałam się z zazdrością, złośliwością, zdradą. Nie dlatego, że zrobiłam coś złego. Wręcz przeciwnie – dlatego, że byłam widoczna. Że miałam pomysły. Że się starałam. Że wierzyłam w człowieka, w dialog, w sens działania.
Z czasem nauczyłam się, że nie każdy, kto się do Ciebie uśmiecha, chce Twojego dobra. Że niektórzy ludzie nienawidzą tych, którzy wierzą w coś więcej niż tylko pieniądze i układy. Bo prawda w oczach przeszkadza tym, którzy żyją kłamstwem.
Byłam obrzucana błotem. Wyrzucana z miejsc, do których wnosiłam serce. Zmieniano fakty, szeptano za plecami, grano moim imieniem. Ale wiecie co?
Nie złamali mnie. Bo w tym wszystkim wracałam do tamtej dziewczynki ze szpitalnego łóżka. Do tej, która potrafiła przeżyć noc bez tchu – i rano znów się uśmiechnąć. Ta dziewczynka nigdy nie przestała we mnie wierzyć. I dziś to właśnie ona podpowiada mi, że warto być dobrym. Nawet w świecie, który mówi: „nie opłaca się”.
Ten list jest dla tych z Was, którzy może dzisiaj czują, że dobroć jest słabością. Że bycie uczciwym, wrażliwym, prawdziwym – to droga do bycia zranionym. Tak. Może i jest. Ale to też droga do życia w zgodzie ze sobą.
Nie zmieniaj się tylko dlatego, że świat bywa brutalny. Bądź dobry. Bądź sobą. Bo to najodważniejsze, co możesz dziś zrobić.
Z siłą, która rodzi się w ranach,
Kamila
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz