niedziela, 6 lipca 2025

✉️ List 7: „Do siebie z dnia największego bólu”

 

✉️ List 7: „Do siebie z dnia największego bólu”

Kochana Ty, tamtego dnia...

Wiem, że tego nie zapomnisz.
Wiem, że kiedy zamykasz oczy – wraca.
Tamten pokój. Tamto słowo. Tamta cisza, która brzmiała jak krzyk.

Widziałam Cię wtedy.
Siedziałaś na łóżku, skulona,
i myślałaś, że to już za dużo.
Że nie uniesiesz. Że się skończyło.

Wszystko się waliło:
zdrowie, nadzieja, sens.
Czułaś się jak duch w ciele, które tylko trwało –
bez wiary, bez siły, bez głosu.

Ale byłaś tam.
I wiesz co?
Przetrwałaś.

Nie zrobiłaś tego kroku, którego nikt by już nie cofnął.
Nie wyłączyłaś światła.
Nie zgasiłaś siebie.

Choć nikt Cię nie widział –
Bóg widział.

Choć nikt nie słyszał Twojego szeptu:
„Nie chcę już istnieć” –
On słyszał.

I nie odpowiedział grzmotem.
Odpowiedział tym, że obudziłaś się następnego dnia.
Że Twój oddech nie odszedł.
Że Twoje serce, mimo wszystkiego – biło dalej.

Dziś, patrząc na Ciebie z tamtej chwili,
chcę Ci powiedzieć jedno:

Jestem z Ciebie dumna.

Bo właśnie wtedy, gdy myślałaś, że to koniec –
urodziła się najpiękniejsza część Ciebie.

To z tamtej ciemności
wzięłaś światło, którym dziś świecisz innym.

To tam, w bólu, nauczyłaś się miłości.
Do siebie. Do życia. Do Boga.

Więc dziękuję Ci.
Że zostałaś.
Że nie oddałaś wszystkiego bólowi.
Że pozwoliłaś, by z rozpaczy narodziła się dusza silniejsza niż kiedykolwiek.

– Kamila, która żyje, bo wtedy nie przestałaś walczyć

Brak komentarzy:

  Cisza, w której uczę się oddychać Przyszedł moment, którego kiedyś się bałam – chwila zatrzymania. Nie było fanfar, nie było wielkich dec...