wtorek, 15 lipca 2025

✨ Gdy świat mnie wyśmiewał – Bóg mówił: „Wstań, moje dziecko”

 Czasem nie trzeba ciosu, żeby się przewrócić.

Wystarczy czyjś uśmiech z pogardą. Milczenie. Obojętność.
Wystarczy, że ktoś powie jedno słowo – i wszystko w środku się kruszy.

Były takie dni, kiedy szłam jak przez mgłę.
Ludzie, którzy mieli być wsparciem – okazali się kamieniami u szyi.
Praca, która miała dawać sens – stawała się ciężarem.
Zamiast słów zachęty – słyszałam szyderstwo.
Zamiast dłoni – widziałam plecy.

Ale mimo tego wszystkiego – coś we mnie nie gasło.
Nie raz płakałam po cichu.
Nie raz mówiłam Bogu: „Nie dam rady”.
A On szeptał w sercu:

„To nie koniec. Wstań, moje dziecko. Jeszcze będziesz świecić.”

Nie miałam dzieciństwa jak inne dzieci.
Szpital, diagnozy, lęk – to były moje pierwsze podręczniki życia.
Ale nauczyłam się czegoś, czego wielu nie zna:

Jak cenić każdy oddech. Każde światło. Każdy dzień.

Dziś nie jestem idealna.
Ale jestem prawdziwa.
I jeśli ktoś z Was czuje się jak cień…
Jeśli ktoś z Was słyszy tylko śmiech z tyłu i milczenie z przodu…
To pamiętaj:

Twoja wartość nie zależy od ich spojrzenia.

W Tobie też świeci światło.
Czasem przygaszone. Czasem ledwo widoczne.
Ale ono jest – i jeszcze rozbłyśnie.


📖 Słowo, które niosłam w sercu:

„Nie bój się, bo Ja jestem z tobą, nie lękaj się, bo Ja jestem twoim Bogiem. Umocnię cię i wspomogę, i podtrzymam cię prawicą mojej sprawiedliwości.”
(Izajasza 41:10)

Brak komentarzy:

  Cisza, w której uczę się oddychać Przyszedł moment, którego kiedyś się bałam – chwila zatrzymania. Nie było fanfar, nie było wielkich dec...