Czasem nie trzeba ciosu, żeby się przewrócić.
Wystarczy czyjś uśmiech z pogardą. Milczenie. Obojętność.
Wystarczy, że ktoś powie jedno słowo – i wszystko w środku się kruszy.
Były takie dni, kiedy szłam jak przez mgłę.
Ludzie, którzy mieli być wsparciem – okazali się kamieniami u szyi.
Praca, która miała dawać sens – stawała się ciężarem.
Zamiast słów zachęty – słyszałam szyderstwo.
Zamiast dłoni – widziałam plecy.
Ale mimo tego wszystkiego – coś we mnie nie gasło.
Nie raz płakałam po cichu.
Nie raz mówiłam Bogu: „Nie dam rady”.
A On szeptał w sercu:
„To nie koniec. Wstań, moje dziecko. Jeszcze będziesz świecić.”
Nie miałam dzieciństwa jak inne dzieci.
Szpital, diagnozy, lęk – to były moje pierwsze podręczniki życia.
Ale nauczyłam się czegoś, czego wielu nie zna:
Jak cenić każdy oddech. Każde światło. Każdy dzień.
Dziś nie jestem idealna.
Ale jestem prawdziwa.
I jeśli ktoś z Was czuje się jak cień…
Jeśli ktoś z Was słyszy tylko śmiech z tyłu i milczenie z przodu…
To pamiętaj:
Twoja wartość nie zależy od ich spojrzenia.
W Tobie też świeci światło.
Czasem przygaszone. Czasem ledwo widoczne.
Ale ono jest – i jeszcze rozbłyśnie.
📖 Słowo, które niosłam w sercu:
„Nie bój się, bo Ja jestem z tobą, nie lękaj się, bo Ja jestem twoim Bogiem. Umocnię cię i wspomogę, i podtrzymam cię prawicą mojej sprawiedliwości.”
(Izajasza 41:10)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz